Turystyka motocyklowa www.MOTOSTRADA.net - czyli podróże motocyklem i wyprawy motocyklowe
Szukaj w MOTOSTRADZIE:
Stelvio.jpg
START arrow REPORTAŻE arrow AZJA arrow Azja Centralna 2006 - Rozdział III
Azja Centralna 2006 - Rozdział III PDF Drukuj E-mail
Wpisany: Pastor   
14.12.2006.

Część III czyli Bus Brothers go home

No i co? Fajnie Sambor opisał zasadniczą część naszej podróży? Wprawdzie jeszcze tego nie przeczytałem, ale już wiem że mi się spodoba ;-)

Zakręt-co-40-km
 

Niestety, teraz już najwyższa pora wrócić do Bus Story. Miała być sobota, ale z tego wszystkiego zrobił się poniedziałek. Tak więc z 2 dniowym opóźnieniem kończymy ładować busa, na gościnnym podwórku u Borysa i Zoji w Biszkeku i trochę po 18-tej wytaczamy zaprzęg w drogę powrotną. We łbach bulgoce od świeżych wspomnień, a tyłki ściska obawa przed powtórką niezbyt ciekawych doświadczeń na wszystkich granicach i spotkaniach z gliniarzami. Ale jechać trzeba więc jedziemy. I co? I fajnie jest! Do Kazachstanu wjeżdżamy w expressowym tempie – po ledwo 50 min (!!!) na granicy! I do tego BEZ ŁAPÓWEK!! Szok nasz jest wielki i radują się dusze nasze. Toczymy się dalej przez step nocą. Znowu dopada mnie wrażenie, że jadę po ruchomym taśmociągu. Koła się kręcą, ale horyzont ciągle stoi w miejscu, a drogi nie ubywa. Ubywa tylko czasu. I paliwa. Mija noc, mija dzień, mija kolejna noc.

Bus-brothers-go-home

Ale były też urozmaicenia. Którejś nocy chłopaki poszli coś zjeść w jakieś przydrożnej budzie, a ja odsypiałem akurat zmianę w busie. Nagle zapukał w okno jakiś palant i pokazuje coś przy motocyklach. Otwieram odsuwane tylne okienko żeby się dowiedzieć o co mu chodzi, a ten zasraniec trach – porwał pierwszy lepszy kask i w długą! Zanim się wygrzebałem z busa był już pewnie w sąsiedniej wsi… W ten sposób Franc pozbył się swojego Arai’a. Ładny był. Szkoda.

Wjazd do Kazachstanu z Rosji przez Pietropawłowsk wspominamy niezbyt mile, więc decydujemy się jechać dłuższą drogą przez Kazachstan – w kierunku granicy koło miasta Kustanay. Droga jak droga – długa i nudna. Radio na tym zadupiu odbiera tylko szum fal, więc słuchamy na okrągło jedynego CD jakiego mamy – kupionej przez Franca płyty z kirgiskim folkiem. Bardzo szczególna muzyka… zwłaszcza kawałki z samym wokalem śpiewano-dukano-bełkotane przez kastrata po lobotomii albo tracheotomii albo innej poważnej krzywdzie. Od tego cholerstwa wygładzają nam się przebiegi encefalogramów, ale nie mamy nic innego… Na szczęście bliżej granicy łapiemy jakieś ruskie stacje. Gdyby nie to, to podejrzewam, że w końcu przebiegi EKG też by nam się wygładziły.

Zasłuchani w te arcydzieła sztuki wokalnej płacimy jakieś mało istotne mandaty i napieramy dalej.

Ostatni kawałek przed granicą przejeżdżamy w nocy. Droga gwałtownie się pogarsza. Właściwie to już nie jest droga, tylko pas pozostałości po zbombardowanym (?) asfalcie. Jadę na jedynce omijając zaprzęgiem co większe wyrwy. Dochodzi koniec mojej zmiany – zrobiłem przez 8 godzin może ze 150 km po tym polu minowym. Zmienił się trochę krajobraz, zamiast stepu mamy teraz dookoła brzozowe zagajniki i do tego zaczął padać gęsty śnieg. Od kilku godzin nie minęliśmy żadnego pojazdu. Żadnego! Widocznie tylko idioci jeżdżą tędy po ciemku. Omijam te dziury, omijam i omijam, aż nagle coś mnie walnęło w czoło. Obudziło mnie tryknięcie łbem o kierownicę. Bus stoi na luzie między dwiema jamami. Nawet nie wiem kiedy zasnąłem, na szczęście ciągle jesteśmy na drodze, a w zaprzęgu ciągle są wszystkie koła. Budzę Jarka. Jarek złapał za kierownicę i zaraz potem złapał jakieś stany lękowe. Faktycznie dookoła busa w ciemności tańczy kilka par zielonych punktów. Ślepia jakichś zwierzątek. Franc rechocze jak żaba z astmą, że nas zaraz wilki zeżrą, od czego Jarkowi się gwałtownie pogarsza. W świetle latarki wilki okazują się ciekawskimi lisami. Jarkowi się poprawia i nawet próby przekonania go, że w Kazachstanie są lisy ludojady już nie działają. A tak się ładnie bał. Potem przepisowo tracę przytomność na pace busa i budzę się dopiero na granicy.

Na granicy kolejne miłe zaskoczenie: bez łapówek… Problem niby dalej istnieje, ale konsylium celników bo burzliwych obradach ustaliło, że wystarczy jak wykupimy strachowki na wszystkie motocykle. Tanie to nie jest, ale i tak opłaca się bardziej niż poprzednie smarowanie. No i trwa znacznie krócej, bo tylko jakieś 3 godziny.

Mile podbudowani rzetelną postawą ruskich, decydujemy się przejechać przez Ural tą samą drogą co poprzednio. Za Czelabińskiem zatrzymujemy się na płatnej stojance, żeby Franc mógł się podładować i o świcie atakujemy. O dziwo przez całą Rosję płacimy mandaty tylko ze 2 razy. Raz wprawdzie milicjanier stawia nas pod ścianą z łapami w górze i przeładowuje kałasza, ale to tylko dla żartu. Przynajmniej mam taką nadzieję, że tylko dla żartu. Widocznie pomogła bajeczka, że jesteśmy polskimi dziennikarzami, albo po prostu Allach się do nas uśmiechnął. No może nie dla wszystkich ten uśmiech jest życzliwy, bo Jarka i Młodego od wyjazdu z Kirgizji gnębi straszliwa sraczka. Stawiają po drodze więcej “waypointów” niż dobry GPS – jeśli ktoś będzie chciał jechać naszym śladem to mogę wskazać początek tej ścieżki. Resztę znajdzie bez problemu na węch.

Kawałek za Penzą znajdujemy Krzyśka. Ma wątpliwości czy zestaw napędowy podoła, ale konsylium fachowców orzekło że jeszcze podoła i jak się okazało faktycznie podołał. Chłop przyjął to orzeczenie z wielką ulgą – wystarczyło żeby na chwilę wsadził głowę do busa i zaczerpnął zawiesistej atmosfery w nim panującej. W rzeczy samej – tuż przed naszym spotkaniem umilaliśmy sobie podróż prostą grą logiczną w “zgadnij kto puścił bąka”.

Mystek opowiedział nam o swoich koszmarnych przebojach na wszystkich granicach w drodze powrotnej. W pale się nie mieści. A tak mu dobrze szło kiedy jechał w drugą stronę. Potem wskoczył raźno na trampka i pognał dalej. Przez chwilę walczę w pokusą ściągnięcia krowy z paki i zasuwania za nim… Ech.

Pomni zadymy na Białoruskiej granicy wracamy przez Ukrainę. I tu kolejne miłe zaskoczenie. Znowu bez łapówek. Owszem ceregiele były długie i upierdliwe. Nikt nie wiedział co z nami zrobić, ale po serii telefonów do rożnych fachowców kazali nam wypełnić grubą stertę jakiś kwitów, porobić kupę jakichś opłat i po 4 czy 5 godzinach byliśmy wolni.

Na Ukrainie czujemy się jak w domu. Nawet z milicjanierami, którzy mnie zatrzymali po 5 min jestem na Ty. Oczywiście od razu rzuca się w oczy, że moje prawko kłóci się z tym co ciągniemy za busem, ale jako że kumplom nie robi się na złość, to kończy się tylko na pouczeniu. W tej miłej i przyjacielskiej atmosferze przewijamy pod kołami całą Ukrainę. Wjazd do kraju to już czysta formalność. Polski celnik zapytał:

- A gdzieście to diabły byli?

- eee… tu, w Tadżykistanie…

- POPIERDOLIŁO WAS????

I tym optymistycznym akcentem wypadało by zakończyć Bus Brothers Story. Cała reszta to czyste nudziarstwo – częściowy rozładunek po drodze w Krakowie, potem rozładunek reszty klamotów Częstochowie i takie tam pierdoły.

Z jednej strony ogromna ulga, że można w końcu wygrzebać się z tego blaszanego więzienia i polecieć dalej motocyklem, ale z drugiej… żal że już się skończyła jedna z fajniejszych wycieczek jakie dane mi było odbyć.

Tak więc, to by było na tyle.

 

W wyprawie udział wzięli:

Czysty Jarek,

CZYSTY-JAREK
 

  R80GS '89 po konwersji na R100GS, podwyższony stopień sprężania, podwójny zapłon Q-tech, Wydech Gletter, zawieszenie: przód Marzocchi Magnum 50, tył Ohlins, dodatki Husqvarna, Touratech, Acerbis, HPN i chuj wie co jeszcze, ale pełno tego.

Okufrowanie: Zega + stelaże Holan (które pękły)

Gdyby każdy na Ziemi zużywał tyle wody, to zabrakło by jej w przyszłym roku. Chyba najszybszy jeździec w stawce. Próbował kilka razy zabić wzrokiem Mio. Bezskutecznie.

Franc vel Pęknięty wał,

 
Pożegnanie-FRANCY

R100GS '89. GPS, zbiornik ze starego modelu G/S P-D 32 l., solowe siedzenie HPN, replace chłodnicy oleju, tył Ohlins, przedni hebel HE 320 mm, dodatki: Touratech, Acerbis, HPN i ch.w.c.j.

Pod względem wieku nestor wyprawy, ale patrząc na zachowanie to jeden z młodszych jej uczestników, dawał niezapomniane koncerty. Nie zapomnimy też jego miny w namiocie nad Issyk Kułem. Cały czas dawał radę, niestety jego beemka nie... Niezastąpiony jako kierowca busa.

Jojna AT RD07 '93

 
JOJNY---2-szt
Okulary z pleksi Touratech, GPS, gmole, wydech Arrow Okufrowanie h/m na wzór Kobi. Dało radę, tylko stelaże nie zdzierżyły.

Ulubieniec wszystkich uczestników wyprawy, nadworny mechanik Afryk. Patrzyliśmy z przerażeniem jak chudł podczas tego wyjazdu. Przez cała wyprawę szukał jakichś ziół, a okazało się że przez 2 tygodnie przyczepa stała wśród krzaków marihuany...  

Jojnowa - jedyny rodzynek, goście z beemek protestowali gdy dowiedzieli się, że jedzie. Nie marudziła jednak wcale, choć mocno stresowała Jojnę. Po tym jak użyła błyszczyka do ust, na dupie Pastora pojawiły się tajemnicze znaki. Nikt nie widział, by chorowała. 

Pastor

 
PASTOR--Mistrz
R100GS Combat Cow '89. Przeróbki i dodatki chałturnicze powszechnie znane: http://www.boxer-motor.com/ 
Okufrowanie: Bernd Tesch + stelaże hand made (wytrzymały, mimo że starał się bardzo)

Kawalarz wyprawy, wzięty na nią wyłącznie z powodu wielkiego zbiornika swojej krowy. Dojony niemiłosiernie przez wszystkie Afryki. Spisał się na piątkę, a nawet na dwie (vide dupa)... Czystego trochę drażniły jego zarzygane buty... Najbardziej technicznie zaawansowany gość wyjazdu: rozpieprzył pokrywę głowicy, złapał gumę, poszedł mu uszczelniacz...

Miły vel Młody - pasażer babci. najmłodszy 19-letni uczestnik. Po drodze nauczył się ruskich bukw, a obserwując pozostałych uczestników zrozumiał że ma najwspanialszego ojca jaki mógł mu się trafić. Pomimo braku prawa jazdy wykorzystywany przez Bus Brothers w czasie eskapady do różnych celów. Powinien siedzieć na uniwerku, ale szkoła nie zając...

Mio

MIO-zdobywca
 
D07 '93??? GPS, Siatka na reflektory od Holana, gmole, wydech Arrow

Okufrowanie i stelaż: h/m - jedna wielka pomyłka

Szczególnie użyteczny z powodu wożenia wora kierownika wyprawy. Po afrykańskich lekcjach pojechał na normalnym zawieszeniu: tym razem był szybki i bezproblemowy. No może jego paliwożerna Afri trochę drażniła Czystego... Mało rzygał, ale jeśli już to widowiskowo.

Mystek

 
MYSTEK-daje-radę

- trampek anno domini 1999, GPS , gmole. Stelaż Givi, okufrowanie Moto Details. (Givi ??). Stelaże kaputt, top case też.

Wzięty z niewiadomo skąd, najsłabszy motocykl, najgorsze opony, najmniejsze doświadczenie. Dał radę, i to jak... Jedyny dojechał i wrócił na kołach. Bez kubka, gazu i innych wydawałoby się niezbędnych pierdół.

Sambor - he, he.

 
KIEROWNIK
Od opisu marokańskiego nic się nie zmieniło... 

 


  

 

Tip
Duże thanksy za pomoc :
Intermotors sp. z o.o.
Wojtek Olejnik czyli http://WWW.MOTOSTRADA.NET ... i wszystko jasne :-)

Więcej fot made in Sambor :
http://picasaweb.google.com/Sambor1965/TienShanAndPamirBySambor

 DataTytuł pozycjiAutorOdsłony
18 lis 2006Azja Centralna 2006 Rozdział IPastor9579
26 lis 2006Azja Centralna 2006 - Rozdział IISambor12432

Komentarze

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze.
Prosze zaloguj się by dodać komenytarz.

Powered by AkoComment 2.0!

Zmieniony ( 27.12.2006. )
 
dalej »

Poczta
Nie masz nowych wiadomości
Krótki przekaz


Pisać mogą zalogowani
Logowanie
Gościmy ON-line
Odwiedza nas 31 gości
(C) 2018 MOTOSTRADA.net
Joomla! wolnym oprogramowaniem udostępnianym dostępnym na warunkach licencji GNU/GPL.